|
Press: Are you wearing wigs or real hair? Ringo: Hey, where's the police? Paul: Take her out! George: Our hair's real. What about yours, lady? Press: Hi, you're not married? George: No, I'm George. More famous than Jesus Christ --> Piąty Beatles |
2010-07-19
Determinacja
to magiczna siła. Siła, która pozwala nam wytrzymać kilka godzin na słońcu, bez
wody i piwa, ale za to w wyśmienitych humorach, bo przecież czekamy na...
Oczekiwanie przerywa głos Eddiego:
„Is this just another day, this God forgotten place?”. Sama próba nagłośnienia na Kindl-Buhne Wuhlheide, te pięć
bonusowych piosenek (Love Boat Captain, Sad (!), Unthought Known, Push Me Pull
Me i ostatnia… no właśnie, czy to mógł być Lukin w zwolnionej wersji?)
utwierdza nas w przekonaniu, że warto tu stać te kilka godzin, i na słońcu, i
bez wody, i nawet bez tego piwa.
Determinacja
to potężna siła. Siła, która zaraz po otwarciu bram popycha nas do wariackiego
biegu, po raz trzeci w moim życiu tą samą drogą: kawałek pod górę i zaraz po
schodach w dół, prosto na płytę. Wreszcie tu jesteśmy…
_________ . .
Już
pierwsza piosenka sprawia, że uginają się pode mną kolana, bo „and I wished for
so long…”. „Long Road”, sentyment, a w głębi serca zawsze jest to małe
marzenie, aby taki swój sentyment usłyszeć na żywo.
„Why
Go” sprawia, że czuję się zupełnie jakbym cofnęła się w czasie o rok, do 15
sierpnia, kiedy dokładnie w tym samym miejscu od tego zaczęli występ. „Given to
Fly” z kolei to kolejne piękne wspomnienia; jedna z tych piosenek, które nigdy
się nie znudzą; których mogłabym słuchać w kółko i nie miałabym ich dosyć nawet
po wielu, wielu godzinach. „He made it to the ocean, smoked a joint in a tree”
– mały żarcik Eddiego i znów latamy bardzo, baaardzo wysoko z wyciągniętymi w
górę rękoma.
“I think this
is the fifth time we’ve played in this place. The first time was in 1992 and we
played nine songs, so we’ll play at least… ten tonight.”
Szeroki
uśmiech.
Cieszy
mnie dużo piosenek z płyty Yield, bo aż pięć, w tym tak nieoczekiwane jak „In
Hiding”, „Low Light” i “Push Me Pull Me”, zagrane dopiero po raz siódmy w ich
karierze i w ogóle po raz pierwszy w Europie. Ten ostatni kawałek zwraca uwagę
swoją dość nietypową wersją live i tym samym wywiera na mnie niespodziewanie
bardzo pozytywne wrażenie. Przy „Immortality” lub „Corduroy” właściwie płaczę
jak bóbr i muszę szybko wycierać oczy, żeby cokolwiek widzieć. I co z tego? Bo
zaczynają „Light Years” („your lights made us stars…”) i przez łzy nie widzę
już nic…
“This next one this is another genuine and heartfelt
love song and I think it’s about the first time we all fell in love and it
wasn’t with a dog, it wasn’t with a human, it was with a record about this big…
it’s called ‘Spin the Black Circle’”
Wybór
„strony Mike’a” okazuje się wyborem trafnym. Gitarzysta co rusz wskazuje na
któregoś z fanów i do niego macha, uśmiechając się przy tym czarująco. W
trakcie solówki w „Even Flow” urządza mały popis swoich umiejętności, podnosząc
gitarę za głowę i w takiej pozycji na niej grając. Zdarzało się wcześniej? Więc
teraz do tego zaczyna filuternie wywijać tyłeczkiem! (a wiedzieć musicie, że to
kawał naprawdę niezłego tyłeczka) I na ten widok piszczą nie tylko kobiety.
“We have rare
opportunity to introduce two great great friends from Seattle, both on guitar
from Seattle from R.E.M, Mr. Peter Buck, Mr. Scott McCaughey!! … so if they’re
here and you’re here and we’re here, you know what that means… it means it’s
time, it’s time and it’s time… it is time… to KICK OUT THE JAMS, MOTHERFUCKER!”
…
tutaj po prostu brakuje mi słów.
Zespół
gra dla nas prawie cały nowy album: dwa promujące go single „Got Some” i „The
Fixer”, poza tym „Johnny Guitar” (Watson!) i „Gonna See My Friend”, a także ballady
„Just Breathe” i „The End” („the most depressing song”, jak mówi Ed).
“Unthought Known” otwiera trzecią część występu, ostatnią i tym razem naprawdę
wyjątkową.
Kevin
(techniczny?) pojawia się na scenie z laptopem. „Zrobimy mały eksperyment. Jeśli
to nakręcimy i się uda, będziemy mogli pokazać to innym”, tłumaczy Eddie i
Kevin filmuje komputerową kamerą najpierw go, a później też nas, jak razem
odśpiewujemy kolejne zwrotki i niczym refren powtarzające się „nothing left,
nothing left…”.
I
“Black”. Razem z tymi “twisted thoughts that spin around my head” wszystko
obraca się o 180 stopni. Najwidoczniej ta piosenka nigdy nie brzmi tak samo.
Więcej: kiedy wysłuchuje się jej na żywo, odnosi się wrażenie, że jej wykonania
tak naprawdę nigdy nie są do siebie nawet podobne… „Tururutu tururu”
publiczności unosi się ponad stadionem jeszcze długo po tym, jak zespół
przestaje grać. Więc zaczynają grać znowu. Eddie kończy utwór małą improwizacją
i chwyta się za serce, wsłuchując się w nasze głosy, to nasze niecichnące
„tururutu tururu”…
“So we get to
experience this now and, you know it’s hard to explain (…) So ten years ago in
Denmark today, it was ten years ago today, it was like completely different
experience…”
Roskilde.
Słowa więzną Eddiemu w gardle, a w oczach pojawiają się łzy. Płacze… Pod sceną
płoną zapalniczki i przez moment całe Wuhlheide milczy. Takie chwile
zapamiętuje się do końca życia. My tutaj jesteśmy bezpieczni i dbamy o siebie
nawzajem, a dziesięć lat wcześniej na takim koncercie zginęli ludzie. Piosenką
dla rodzin ofiar tragedii jest „Come Back”… i teraz płaczemy wszyscy.
Z
tego melancholijnego nastroju wyrywają nas pierwsze takty ukochanego „Alive”.
Niesamowite zakończenie niesamowitego koncertu. Eddie przechadza się
niespiesznie z jednego końca sceny na drugi i w geście podziękowania wyciąga
ręce do fanów z prawej i lewej strony. Tym razem nie wymachuje mikrofonem, nie
skacze, nie zbiega na dół witać się z nami. To dzisiaj zupełnie niepotrzebne. Nie
robi tego również w trakcie „Yellow Ledbetter”. Po prostu zapala papierosa i wypija
wino. I to jest tak naprawdę ta „the most depressing song”, to najsmutniejsze
pożegnanie, które sprawia, że pęka serce. Po „Yellow Ledbetter” nie ma już nic,
ten kawałek jest za każdym razem przygotowaniem nas na najgorsze. Ukłony i
podziękowania.
Ale
serce już dłużej pękać nie może. Przecież za niecałą dobę zobaczymy się znowu.
I'm out. skomentuj (0) 2010-06-28
Największa Przygoda Mojego Życia
"I know I was born and I know that I'll die I'm out. skomentuj (0) 2010-06-26 F.! I'm out. skomentuj (0) |